Kamil Zakrzewski home site

Vim powered
mozilla.org
[Nospam-PL.NET]
NO ePATENTS
Valid HTML 4.01!
Valid CSS!
hacker emblem


Moje odchudzanie

Na początek dwa zdjęcia:

Kamil przed


Kamil po


Jak widzicie na obu zdjęciach znajdują się te same osoby, jednak owal twarzy tej najstarszej jest zdecydowanie inny. Dodam, że zdjęcia wykonane były w odstępie kilku miesięcy. Może to nie rzuca się aż tak bardzo w oczy, ale to co widać na obu zdjęciach, to różnica w wadze rzędu dwudziestu kilogramów, które udało mi się wcześniej "nabyć" dzięki mało ruchliwemu trybowi życia oraz trochę dzięki rzuceniu palenia.

No dobra, na pewno większość z was zada pytanie: "jak w ciągu kilku miesięcy udało ci się zrzucić 20 kilogramów?". Nie, nie użyłem tajemnej mikstury mnichów z Tybetu, ani czarodziejskich pigułek "Magic Slim". Nie użyłem też żadnego "plastra odchudzającego". Szczerze wątpię, aby zastosowanie któregoś z tych sposobów mogło naprawdę pomóc.

Prawda dotycząca problemów z wagą jest taka, że ludzie zwyczajnie wolą biadolić: "ja mam wrodzone skłonności do tycia" czy "mało jem, a tyję", zamiast po prostu spróbować nad tym zapanować. W pierwszym przypadku dotyczącym skłonności genetycznych może być ziarno prawdy, w drugim niestety nie. Tak czy siak oba stwierdzenia mają jednak wspólną przyczynę - brak racjonalnego podejścia do sprawy odżywiania się. Oto i cała tajemnica ludzi grubych.

OK, weźmy pod uwagę skłonności do tycia. Niektórzy ludzie faktycznie mają spowolniony proces przemiany materii. Poza tym, przy mało aktywnym fizycznie trybie życia problem ten dotknie już większości z nas. Brakuje po prostu równowagi pomiędzy ilością przyjmowanego "paliwa" a możliwością jego spalenia przez organizm. Są dwa rozwiązania, albo wymusić większy pobór energii poprzez zwiększenie ruchu i wysiłku fizycznego, albo mocno zredukować dostawę "paliwa", czyli tego smacznego jedzonka.

Ktoś powie: "żadne odkrycie!". No niby nie, jednak większość grubasów woli się oszukiwać. Teraz ten drugi przypadek "mało jem, a tyję". Jeśli ktoś tak twierdzi, to sprawa jest logiczna, nie je mało, tylko za dużo! Jeśli tyjesz zjadając na śniadanie tylko jedną - dwie bułki, na obiad tylko pół talerza ziemniaków z kotlecikiem i tylko dwie - trzy kromki chleba z wędliną na kolację - to wcale nie jesz mało. Spróbuj zredukować to o połowę, efekt na pewno zauważysz już po kilku miesiącach. Że nie będziesz najedzony? Właśnie o to chodzi, przez pierwszy tydzień organizm będzie trochę "zdenerwowany", jednak później przyzwyczai się do nowej sytuacji. Ręczę ci, że jeśli mało jest w twoim życiu fizycznej aktywności, to nic złego ci się nie stanie z powodu mniejszej ilości pożywienia. Musisz się tylko pilnować, aby nie zapominać o przestrzeganiu tej zredukowanej ilościowo diety. Najlepiej będzie więc zamontować nad lodówką znak zakazu lub tablicę ze stosowną informacją, która przypomni ci o podjętej decyzji.

Powraca jednak pytanie: "jak w ciągu kilku miesięcy udało ci się zrzucić 20 kilogramów?". Dokładnie tak samo, z tym że rygor jaki sobie narzuciłem był większy. Pierwszym etapem była tygodniowa głodówka. Nie jadłem kompletnie nic przez cały tydzień, przyjmując w zamian dużą ilość soków. Codziennie wypijałem dwa - trzy litrowe kartoniki i oczywiście sporo wody. De facto nie była to więc pełna głodówka, tylko raczej dieta sokowa. Pierwsze jej dni były bardzo trudne, byłem głodny i rozdrażniony, jednak już po czterech dniach przestałem odczuwać głód, a rozdrażnienie zastąpił spokój spowodowany osłabieniem. Dodatkowo od początku dwa razy dziennie stosowałem lewatywę aby oczyścić organizm z nagromadzonych złogów i szkodliwych substancji. Już widzę przerażenie w oczach zainteresowanych schudnięciem - lewatywa??? To nie jest takie straszne, a wpływa bardzo korzystnie. Zresztą jeśli nie chcesz, to nie musisz, ja w każdym razie poszedłem na całość.

Po tygodniu zacząłem stopniowo przyjmować bardziej stałe pokarmy. Pierwszego dnia przeciery. Później chude i lekkostrawne potrawy, oczywiście w małych ilościach. Waga jaką zrzuciłem w ciągu tego tygodnia głodówki to jakieś pięć kilogramów. Pozostałe 15 kilogramów rozłożyło się w czasie na jakieś cztery miesiące od zakończenia głodówki. Oczywiście przez ten czas jadłem mało i co ważne - prawie całkiem odstawiłem pieczywo, które jest głównym winowajcą, ponieważ nie dość, że jest tuczące samo w sobie, to jeszcze zawiera różne "wzbogacacze" stosowane przez współczesnych piekarzy-chemików. Czy można obejść się bez pieczywa? Czy to zdrowe? Można, jeżeli spożywa się inne wartościowe składniki. W niektórych kulturach pieczywo w ogóle nie występuje a ludzie tam są zdrowi. To tylko kwestia przestawienia się, można to robić stopniowo. Ktoś spyta: "a co z mięsem???" Proszę bardzo, byle w miarę chude i jak najmniej smażonego. Zamiast niego pieczone lub gotowane. Dla mnie sprawa mięsa, to sprawa życia i śmierci, bez mięska chyba bym nie przeżył hihi.

Co jeszcze? Czy głodówka nie spowoduje utraty zdrowia? Absolutnie, jeśli człowiek nie cierpi na żadne poważne dolegliwości, to głodówka może wpłynąć na zdrowie tylko korzystnie, byle nie za długa. Tydzień, to optymalny czas i nie trzeba tego jeszcze konsultować z lekarzem. Jeżeli chcesz dłużej, albo jeśli chorujesz, to już koniecznie z nim porozmawiaj przed podjęciem takiej decyzji. Radzę też nie zaczynać od głodówek dłuższych niż tygodniowa. Na początek dobre są jednodniówki stosowane co jakiś czas.

Czy odchudzanie może zaszkodzić? Jeśli nie będzie zbyt intensywne i długotrwałe oraz jeśli będziesz pilnował aby zjadać to co organizmowi potrzebne, to utrata nadmiaru wagi może ci wyjść raczej tylko na zdrowie. Dlaczego? Dlatego, że organizm nie będzie musiał tracić energii na zajmowanie się przetwarzaniem nadmiaru pożywienia, które mu dostarczasz. Będzie mógł pracować wydajniej i zajmować się efektywnie choćby immunologią, czyli obroną organizmu przed choróbskami. Mała analogia: jak działa komputer, któremu zlecisz zbyt wiele zadań do wykonania? Woooolno, ociężale i zdarzają mu się zawieszenia...

Informacje na temat głodówek i różnych rodzajów diet znajdziesz w sieci. Ze swojej strony informuję, że nie biorę żadnej odpowiedzialności za ewentualne problemy, o ile takie wystąpią po zastosowaniu się do moich rad. Nie jestem lekarzem, pamiętaj - wszystko z głową. W moim przypadku nie było żadnych problemów, poprawiło się samopoczucie, już nie czuję się jak lokomotywa Brzechwy. Lepiej też ze zdrowiem, nie łapię przeziębień ani innych chorób. Ogólnie jest lepiej.

Precz z grubasami! ;-)

Autor: Kamil Zakrzewski. Data publikacji: 05.01.2004r.

Ilość czytań: 1778 Drukuj

© Kamil Zakrzewski - prawa autorskie |
Strona wygenerowana w 0.00 sekund(y).